Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 14 marca 2024

Kruki w literaturze jako inspiracja rękodzieła

 








Kruki w literaturze jako inspiracja rękodzieła 



Czarny kruk to symbol mądrości, tajemniczości i niezależności, co czyni go fascynującym motywem w literaturze i kulturze. Odkryj tę fascynującą tematykę w formie unikalnego rękodzieła, które przyniesie Tobie oraz otoczeniu tę samą mistyczną energię, co kruk w literaturze i sztuce. Oto pięć przykładów literackich, które inspirowały twórców na całym świecie:


"The Raven" - Edgar Allan Poe: Ten klasyczny wiersz poety amerykańskiego jest arcydziełem gotyckiego horroru, w którym kruk odgrywa kluczową rolę, wprowadzając niesamowity klimat tajemnicy i niepokoju.



"Macbeth" - William Shakespeare: W tej sztuce kruk jest często kojarzony z przepowiednią i śmiercią, symbolizując upadek tytułowego bohatera oraz jego złowrogie wybory.



"The Crow" - James O'Barr: Komiksowa seria, a także filmowe adaptacje, ukazują kruka jako zemstę wcielającą się w postać nadprzyrodzonego ptaka, który powraca z zaświatów, by pomścić śmierć.



"Wilk z Wall Street" - Jordan Belfort: W autobiografii kruk symbolizuje chciwość i żądzę władzy, stanowiąc metaforę dla niszczycielskiej natury ludzkiej ambicji.



"Kruk" - Ted Hughes: Poemat opowiada o obserwacji kruka w przyrodzie, a zarazem przypomina o pierwotnej, dzikiej naturze, która wzbudza zarówno grozę, jak i zachwyt.


Rękodzieło inspirowane krukami w literaturze nie tylko dodaje głębi i charakteru przedmiotom z Twego otoczenia, ale również stanowi unikalny kontakt z wielkimi dziełami literatury, która zachwyci każdego miłośnika poezji, prozy i sztuki. Pozwól, aby magia tych historii ożyła w Twoim otoczeniu!


Kruk


Autor: EDGAR ALLAN POE


Tłumaczenie: ZENON PRZESMYCKI 


Raz w pół­noc­nej, głu­chej do­bie, gdym znu­żo­ny sie­dział so­bie

Nad księ­ga­mi daw­nej wie­dzy, któ­rą wie­ków po­krył kurz –

Gdym się drze­miąc chy­lił na nie, usły­sza­łem nie­spo­dzia­nie

Lek­kie, ci­che ko­ła­ta­nie, jak­by u drzwi mo­ich tuż.

"To gość ja­kiś – wy­szep­ta­łem. – Puka snadź przy drzwiach mych tuż.

Nic in­ne­go chy­ba już".


Ach – pa­mię­tam, jak­by wczo­raj – była przy­kra grud­nia pora,

Głow­nie mrąc to cień rzu­ca­ły, to blask ja­kichś krwa­wych zórz.

Tę­sk­nom cze­kał, by świat bia­ły błysł, bo księ­gi nie spra­wia­ły

Ulgi w mej bo­le­ści sta­łej, od­kąd znikł mój anioł stróż,

Dziew­czę słod­kie, któ­re zwie Le­no­rą anioł stróż...

Tu bez na­zwy ona już!


Strach zdej­mo­wał mnie nie­zna­ny, peł­ny gro­zy nie­zba­da­nej,

Kie­dy u drzwi za­sze­le­ścił pur­pu­ro­wy ko­tar plusz:

By uko­ić ser­ca trwo­gę, rze­kłem so­bie: "Po­jąć mogę:

To po­dróż­ny – zgu­bił dro­gę – zbłą­kał się wśród śnież­nych wzgórz...

W drzwi me puka, Za­błą­dziw­szy po­śród bia­łych śnież­nych wzgórz...

Tak – nikt inny chy­ba już!"


Więc na­braw­szy mę­stwa wsta­łem, z ugrzecz­nie­niem mó­wiąc ca­łem:

"Pa­nie albo pani, bła­gam, nie ob­ra­żaj się ni chmurz,

Bo za­sną­łem ze zmę­cze­nia, a twe lek­kie ude­rze­nia

W drzwi mo­je­go tu schro­nie­nia nie zbu­dzi­ły mnie. Więc cóż

W tym dziw­ne­go, żem nie sły­szał?" Tu otwar­łem drzwi – i cóż?

Ciem­ność w krąg – nic wię­cej już.


Pa­trząc w mrok ten na wsze stro­ny, sta­łem trwoż­ny i zdu­mio­ny,

Ro­jąc mary, ja­kich do­tąd głąb nie zna­ła ludz­kich dusz.

Lecz mil­cze­nie głu­che trwa­ło, ci­szy nic nie prze­ry­wa­ło,

Tyl­ko lek­ki szept nie­śmia­ło drgnął: – "Le­no­ra?" – gdzieś tuż, tuż.

Tom ja szep­nął – i: "Le­no­ra!" – wy­szep­ta­ło echo tuż.

Tyl­ko to, nic wię­cej już.


Po­wró­ciw­szy do po­ko­ju, w nie­sły­cha­nym już roz­stro­ju,

Po­sły­sza­łem znów stu­ka­nie, jak­by gdzieś przy ścia­nie wzdłuż.

"Pew­nie – rze­kłem – coś ko­ła­cze w okno: wia­try snadź tu­ła­cze?

Za­raz, co to jest, zo­ba­czę, nie bij, ser­ce, ni się trwóż –

Wnet wy­ja­śnię tę za­gad­kę, ser­ce, nie bój się ni trwóż.

Tak, to wiatr – nic wię­cej już!"


Otwo­rzy­łem okno za­tem... Szu­miąc skrzy­dły, z ma­je­sta­tem,

Wzle­ciał cięż­ko Kruk wspa­nia­ły, jak­by czar­ny pie­kieł stróż.

Nie po­zdro­wił mnie ukło­nem, okiem po­wiódł w krąg za­mglo­nem

I siadł z pań­skim ja­kimś to­nem po­śród dwóch ka­mien­nych kruż –

Na Pal­la­dy biu­ście przy drzwiach, po­śród dwóch ka­mien­nych kruż.

Usiadł tam – nic wię­cej już.


Ptak ten spra­wił, że przy ca­łym roz­smęt­nie­niu mym mu­sia­łem

Roz­śmiać się z po­waż­nej na­der jego miny: "Tyś nie tchórz,

Wi­dzę, sta­ry, chmur­ny pta­ku, co – choć piór już ani zna­ku

Na swym czu­bie – szu­kasz szla­ku wśród po­sęp­nych nocy mórz?

Mów, jak zwą cię na plu­toń­skim brze­gu czar­nych nocy mórz?"

Kruk rzekł na to: "Ni­g­dy już!"


Za­dzi­wi­łem się nie lada, że ptak tak wy­raź­nie gada,

Choć żem jego od­po­wie­dzi nie mógł po­jąć ani rusz,

Boć to przy­zna na­wet dzie­cię, że nikt z lu­dzi do­tąd w świe­cie

Nie oglą­dał chy­ba prze­cie pta­ka przy drzwiach izby tuż.

Pta­ka, co by przed nim usiadł na po­pier­siu przy drzwiach tuż.

Z ta­kim mia­nem: "Ni­g­dy już".


Ale Kruk ten z łysą gło­wą wy­rzekł jed­no tyl­ko sło­wo,

Jak ci, któ­rzy w je­den wy­raz całą głąb wle­wa­ją dusz.

Po­tem mil­czał znów nie­śmie­le, Pió­ro mu nie drgnę­ło w cie­le,

Aż gdym szep­nął: "Przy­ja­cie­le opu­ści­li mnie wśród burz.

I on też za dniem mnie rzu­ci, jak Na­dzie­je po­śród burz".

Ptak mi od­rzekł: "Ni­g­dy już!"


Za­dzi­wio­ny nie­wy­mow­nie od­po­wie­dzią tak sto­sow­nie

Wy­rze­czo­ną: "Wi­dać – rze­kłem – umie tyl­ko to. A nuż

Dar to pana, co w nie­wo­li po­znał tyl­ko to, co boli,

I swe pie­śni jął po­wo­li echa kłaść prze­ży­tych burz,

Aż pieśń każ­da w smęt­nej zwrot­ce brzmia­ła niby echo burz:

"Ni­g­dy, ni­g­dy, ni­g­dy już!""


Lecz że w roz­smęt­nie­niu ca­łem wciąż się z Kru­ka śmiać mu­sia­łem,

Przy­su­ną­łem mięk­ki fo­tel na wprost pta­ka, do drzwi tuż,

I usiadł­szy nań co żywo, ją­łem my­śli snuć przę­dzi­wo,

Co to sta­re, chmur­ne dzi­wo, czar­ne jak­by pie­kieł stróż –

Co ten ptak zło­wróżb­ny, groź­ny, czar­ny jak­by pie­kieł stróż –

Mnie­mał, kra­cząc: "Ni­g­dy już!"


My­śląc, cze­go to ozna­ka, nie mó­wi­łem ni do pta­ka,

Któ­ry swe pło­ną­ce oczy w ser­ce wbi­jał mi jak nóż.

Tak sie­dzia­łem, wsparł­szy gło­wę o po­dusz­ki fio­le­to­we,

A blask lam­py świa­tło pło­we lał na ich ma­to­wy plusz.

Ach, nie­ste­ty, Ona o ten fio­le­to­wy, mięk­ki plusz

Skro­ni swej nie oprze już!


Wtem po­wie­trze się za­mgli­ło, jak­by wko­ło się dy­mi­ło

Sto aniel­skich try­bu­la­rzy, tchną­cych słod­ką wo­nią róż.

"Bóg na bóle, co tra­pi­ły ser­ce, lek ci zsy­ła miły –

Za­wo­ła­łem – zbierz swe siły i wspo­mnie­nia cięż­kie zgłusz,

Wdy­chaj lek ten i wspo­mnie­nia o Le­no­ry stra­cie zgłusz!"

Kruk za­kra­kał: "Ni­g­dy już!"


"Zły wróż­bia­rzu – rze­kłem – pta­ku, czy czar­cie­go słu­go zna­ku!

Czy cię sza­tan przy­słał tu­taj, czy pęd wście­kły za­gnał burz

Na brzeg smut­ku i bo­le­ści, gdzie żal tyl­ko pust­ka mie­ści,

Gdzie noc każ­da zgro­zę wie­ści – po­wiedz, bła­gam, wzrusz się, wzrusz!

Je­st­że, je­st­że bal­sam w Gi­le­ad? – po­wiedz, po­wiedz, wzrusz się, wzrusz!"

Rzekł Kruk na to: "Ni­g­dy już!"


"Zły wróż­bia­rzu – rze­kłem – pta­ku czy czar­cie­go słu­go zna­ku!

Na to nie­bo, co nad nami, i na Pana zie­mi, mórz

Po­wiedz du­szy mej zbo­la­łej, czy w Ede­nie szczę­ścia chwa­ły

Znaj­dzie dziew­czę, któ­re bia­ły zwie Le­no­rą anioł-stróż,

Dziew­czę świę­te, słod­kie, któ­re zwie Le­no­rą anioł-stróż?"

Kruk mi od­rzekł: "Ni­g­dy już!"


"Niech to bę­dzie po­że­gna­nie – krzyk­nę – pta­ku czy sza­ta­nie!

Precz na bu­rzę, na plu­toń­skie brze­gi czar­nych nocy mórz!

Niech mi żad­ne czar­ne pió­ro nie przy­po­mni, jak po­nu­ro

Mro­czysz wszyst­ko kłam­stwa chmu­rą! Ru­szże się z po­pier­sia, rusz!

Wyj­mij dziób z mo­je­go ser­ca – i rusz się z nade drzwi, rusz!"

Kruk mi od­rzekł: "Ni­g­dy już!"


I kruk wca­le nie od­la­ta, jak­by my­ślał sie­dzieć lata

Na Pal­la­dy biu­ście przy drzwiach, po­śród dwóch ka­mien­nych kruż,

Krwa­wo lśni mu wzrok po­nu­ry, jak u dia­bła spod rzęs chmu­ry

Świa­tło lam­py rzu­ca z góry jego cień na po­kój wzdłuż,

A ma du­sza z tego cie­nia, co kom­na­tę za­legł wzdłuż,

Nie po­wsta­nie ni­g­dy już! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz